Tinder.

Dzisiaj parę słów o tinderze – z męskiego punktu widzenia.

Tinder (dla nieznających tematu) to aplikacja łącząca z założenia ludzi samotnych, chcących poznać kogoś nowego.

Działa to tak, że aplikacja wyszukuje wg naszych preferencji tj: „płeć, przedział wiekowy, odległość zalogowania” osoby znajdujące się w pobliżu nas i wyświetla ich zdjęcie.
W momencie wyświetlenia zdjęcia albo dajemy „like” jeśli dana osoba nam się podoba wizualnie wraz z opisem, lub też „nie like” – jeśli nie.
My w tym samym czasie wyświetlamy się innym.
Jeśli dwie osoby klikną like (tj. ja komuś i ktoś mi) to dostajemy informacje o sparowaniu i wtedy możemy zacząć do siebie pisać. Jeśli jedno z nas kliknie „not like” to nie zostajemy sparowani i nie możemy pisać.
Proste? Proste !
Dzięki takiemu założeniu aplikacja „sortuje” dla nas osoby będące blisko i podobające nam się wizualnie.

Aplikacja znajduje też uznanie wśród miłośników łatwego seksu.
Chwilę po pierwszym sparowaniu otrzymałem wiadomość:
Katowice? Podobam Ci się? Wpadnij do mnie, dogadamy się.
Przyznaję zresztą, że taka wiadomość nieco mnie odrzuciła od tej aplikacji na początku.

Nie poddałem się jednak i nie oceniłem aplikacji po pierwszej wiadomości… i dobrze !
Bowiem dzięki Tinderowi poznałem całą masę na prawdę fajnych i sympatycznych ludzi.
Znam też osoby które dzięki niej dostały szansę na zmianę otoczenia w jakim się obracają.
Wbrew pozorom poznać kogoś nowego, kto nie ma twoich znajomych – w znajomych – wcale nie jest takie proste.
A Tinder faktycznie to ułatwia.

Ogólnie z mojego punktu widzenia aplikacja godna polecenia.
Fajnie jest poznawać ludzi, zwłaszcza takich którzy z samego wyglądu już przypadają Ci do gustu.
Oczywiście jak można się domyślić pod adresem Tindera jest masa zarzutów, że nie ocenia się ludzi po wyglądzie; że to aplikacja dla ludzi płytkich, pustych; że to wstyd korzystać z takiej aplikacji etc…

Ocenianie ludzi po wyglądzie jest krzywdzące. To prawda.

Ale czy podejdziesz zagadać do dziewczyny która Ci się nie podoba…?

P.S
Na zdjęciu screen z Tindera a na screenie Magdalena – like or not like ?

Dzień na który czekasz.


To był ten dzień.
Już rano wiedziałeś, że to ostatni dzień czekania.
Dziś wieczorem zaśniesz a jutro karuzela zacznie się kręcić.
Dziś ostatni dzień czekania.

Bezczynne siedzenie sprawia, że czas magicznie zaczyna płynąć leniwiej niż zwykle.
Chciałbyś coś jeszcze zrobić.
Ale nie możesz.
Wszystko zostało już zrobione.

Wszystko zostało powiedziane.
Decyzje zapadły.
Pozostało tylko czekać.

Więc czekasz.
Odliczasz godziny, minuty, sekundy.
Patrzysz się w sufit licząc cholerne owce.
Chciałbyś zasnąć żeby przyspieszyć czas.
Ale w takich chwilach ciężko spać.

Chcesz więc zająć się czymś.
Czymkolwiek.
Zaczynasz czytać książkę.
Pół strony później już wiesz, że to się mija z celem.
Odpuszczasz.

Może film?
Całe 10 minut z głowy.
W końcu zaczynasz sprzątać.
Nie potrafisz.
Nie chcesz.
Masz już dość.

Leżysz, licząc owce.
Wiedząc, że nic nie możesz zrobić.
Możesz tylko czekać.
Modlisz się o sen.
Walczysz z myślami, żeby tylko usnąć.
W końcu 1000 owiec później, po wielu trudach, zasypiasz.
Zmęczony czekaniem, ale ze świadomością, że to już jutro,

Podekscytowany otwierasz oczy…
Patrzysz na zegarek i nie wierzysz.
Dzisiaj jest wczoraj.
Cholerny dzień świstaka.
Cholerny dzień czekania, bez możliwości zrobienia czegokolwiek.
I tak codziennie.

Witam w piekle.

 

Bad boy.

Lubię słuchać muzyki i chodzić na spacery. 
Jestem miły.
Potrafię o Ciebie zadbać.
Będę dobrym tatą dla twoich dzieci.
Będę dobrym mężem.
Potrafię gotować.
Sprzątam.
Jestem wierny.
Możesz ze mną miło spędzić czas.
Będę Ci mówił, że Cię Kocham.
Będziesz mogła na mnie liczyć.

Lubię sporty ekstremalne i adrenalinę.
Uwielbiam ryzyko.
Jestem egoistą.
Jestem niemiły.
Potrafię dbać tylko o siebie.
Nie oczekuj ode mnie żadnego zobowiązania.
Zapomnij o poważnej relacji.
Ch. gotuję. Chyba, że akurat mam na to ochotę.
Możesz się ze mną fajnie bawić, chociaż pewnie będę cię zdradzał.
Nie, to nawet nie będzie zdrada, bo przecież nawet z Tobą nie będę.
Może nawet nie będę Cię okłamywał.
Może od początku powiem Ci – sorry baby, ale nic więcej poza gorącą nocą ode mnie nie dostaniesz.
Pewnie dzięki temu poczuję się lepiej.
Uczciwiej.

Jak to jest, że kobiety wolą tą drugą opcję?
Pierwsza opcja to przecież z genetycznego punktu widzenia same superlatywy.
A druga to genetyczna pomyłka.

Kobiety kochają niegrzecznych chłopców.
Bo z nimi można się fantastycznie bawić.
Bo dostarczają adrenaliny.
Bo robią papkę z mózgu.
Bo na ich widok przestają myśleć.
Bo na ich widok zaczynają czuć.
Bo ich relacja opiera się na zabawie.

Dopiero po czasie, zaczynają doceniać tego nudnego, pierwszego gościa.
Tego dla którego jest się najważniejszym, tego na którym można polegać.
Ale tak samo szybko zaczynają się nim nudzić.

Bo kobiety potrzebują wrażeń.
Ciągle.
Bez przerwy.

Bądź skur…em.
Ale takim, który potrafi się opamiętać i w krytycznym momencie stać się czułym i dobrym mężczyzną.
Dojrzej.

Bo kobiety kochają niegrzecznych chłopców.
Ale z czasem fajnie jest też móc na kimś polegać.

Głupie pytania.

Podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.
Podobno.
Czasem trudno nawiązać jakąś relację, choćbyśmy nawet bardzo chcieli.
Czasami ta osoba tak nas wkurza, że jedno niewinne pytanie tylko bardziej nas…

… no… wkurwi po prostu.

Jak było w szkole?
W porządku.
Po prostu w porządku?
Nie kurwa, było spektakularnie.

Ośmielę się stwierdzić, że 90 % konwersacji rozpoczyna się od zdania „co tam słychać u Ciebie?”. I co w takiej chwili odpowiadamy? W porządku.

Nikt nie lubi wylewać swoich żali na dzień dobry. Nawet jeśli poznajesz kogoś kto chce wylać w Ciebie wszystkie swoje życiowe problemy zazwyczaj czeka parę minut a na pytanie „co u Ciebie?” odpowiada „OK”.

Czasami nie warto drążyć tematu.

Ceske vino polo-suche.

– Good morning, do you speak english?
– Dobrý den, no i don’t. Polish?
– Super, poproszę białe wino pół-słodkie.
– Rozumím, suchý?
– Jaki suchý?
– Ano vino. Suchý zda polo suchý?
– W sensie, że słodkie?
– Ano.
– No, pół słodkie.
– Nebo že polo suchý?
– Semi-sweet ok? Not dry, not semi-dry, not sweet. Semi-sweet, ok?
– Ano, polo suchý.
– A jakie macie?
– Ano máme suchý, polo suchý, sladkýe i polo-sladkýe.
– No… to pół słodkie to chyba polo-sladkýe?
– Ano ne ! Semi-sweet to polo suchý !
– No to pół słodkie.
– Nebo že polo suchý.
– Cholera jasna, tośmy se pogadali. To wezmę te. Ładne przynajmniej.
– OK. Ahoooj !
– Ahoj, Ahoj.

Pół wytrwane było. Polo-suchý, jak się później okazało.