Rozstanie.


Już dawno chciałem to zrobić.
Tak na prawdę od dawna o tym myślę.
Do tej pory były to tylko refleksje, rozważania.
Dziś, podjąłem decyzję. 

Wiem, na początku wiele nas łączyło.
Byliśmy blisko, nie powiem.
W łóżku było fantastycznie.
Ale rano każde szło w swoją stronę, przecież wiesz…?

Muszę Ci coś powiedzieć i to nie będzie nic miłego.
To może być dla Ciebie szok.
Wiem, że będzie ciężko Ci to przeżyć.

Prawdopodobnie będziesz płakać.
Nie dziwię się, wiem jak odrzucenie może boleć.
Mogą minąć lata zanim się pozbierasz po tym ciosie.

Mam nadzieję, że zrozumiesz.
To co było między nami już się wypaliło, czas na zmiany.
Wiem, że źle to zabrzmi… ale…
… znudziłaś mi się już.

Tak, jestem egoistą.
Myślę tylko o sobie.

Moja piżamo.
To koniec.
Śpię z Tobą od wielu lat i najwyższy czas zamienić Cię na nowszy model.
Wybacz.

Jestem pewny siebie. A ty jesteś piękna !

Zrzut ekranu 2015-05-14 o 17.53.36

Ludziom pewnym siebie jest w życiu łatwiej. 
To udowodnione naukowo. 
Łatwiej nawiązać relacje z innymi ludźmi. 
Łatwiej znaleźć pracę i dobrze się zaprezentować. 
Łatwiej żyć. 

 

Kiedy obejrzałem ten materiał, dotarło do mnie jak wiele kobiet nie docenia siebie.
Nie widzą swojego piękna.
Nie wierzą w siebie.

Drogie Panie !
Mówicie, że macie duże nosy, małe cycki, (za)duże tyłki.
Ale to bzdura. To tylko wasze postrzeganie siebie.
Dla kogoś innego twoje cycki mogą być absolutnie fenomenalne.
Niech więc dla Ciebie też będą!
Jesteś tak długo piękna jak długo jesteś o tym przekonana.
Jesteś piękniejsza niż Ci się wydaje.

I’m awesome.
And I know it.

Jeśli odtrąca Cię facet, albo rzuca – to nie znaczy, że już nie jesteś piękna, bo on Cię już nie chce.
To nie ma nic wspólnego.
Po prostu mimo tego, że jesteś piękna, on chce czegoś innego. Może kogoś innego.
Ale to nie zmienia faktu, że dalej jesteś piękna.
A jeśli jest coś co sprawia, że wydaje ci się inaczej… to co z tego?

Co z tego, że jestem niski skoro nadal mam swój urok?
Co z tego, że jestem arogancki, skoro jestem bezpośredni?
Co z tego, że masz krzywy nos, skoro patrząc w twoje oczy nie myślę o niczym innym?
Co z tego…?

Panowie!
Mówcie kobietom, że są piękne. Bo są.
Tylko one tego potwierdzenia potrzebują bardziej niż my.
I nie mówię tu tylko o kwestii wiecie – erotycznej. Mówię też o normalnym, ludzkim podejściu.

Kiedy ostatnio powiedziałeś dziewczynie, że kiedy patrzysz na nią zapiera Ci dech w piersi?
Kiedy ostatnio powiedziałeś mamie, że jest najpiękniejsza na świecie?
Kiedy powiedziałeś babci, że jest piękna, że jej mądre, doświadczone oczy sprawiają, że serce Ci mięknie?
Kiedy ostatnio powiedziałeś siostrze, że wygląda wspaniale i powinna mieć facetów na pęczki?

Kobiety tego potrzebują.
A co jest złego w mówieniu prawdy prosto w oczy…?

P.S
Mamo, nie będę Ci ściemniał.
Po prostu jesteś piękna.

O seksie po raz kolejny.

Chciałem napisać notkę pt „dlaczego ona nie musi dojść, żeby było fajnie”.
A potem pomyślałem sobie, że jak napiszę taką notkę…
To wyjdę na strasznego leszcza, przy którym dziewczyny dochodzą tylko jak podrzucam je na przystanek.
Więc nie napiszę.

Podzielę się za to z wami pewnymi refleksjami.

1. Nie musi być duży, ważne, żeby był sprawny.
Mit.
Wszystkie laski tak mówią dopóki nie wiedzą jakiego ty masz. Tak na wszelki wypadek.
Gorzej jeśli się z nią przespałeś a ona dalej tak mówi.
Zgłębiając się w tą dyskusję z kobietą nagle okazuje się, że rozmiar jednak ma znaczenie.
– Co najgorszego w seksie Ci się trafiło?
Koleś miał tak małego, że nawet go nie poczułam.

– Czemu z nim sypiasz?
– Szczerze? Ma ogromnego. Jest fantastyczny.

2. Jak nie dojdę to nie znaczy, że nie było fajnie.
Fakt.
Kobiety nie muszą dochodzić, żeby było fajnie.
Teoretycznie rzecz ujmując my też nie.
Jest jednak pewna, zasadnicza różnica pomiędzy „fajnie” a „zajebiście”.
Chcesz, żeby było fajnie…? Tylko fajnie…?
I tyle w tym temacie.

3. Rozmiar cycków nie ma znaczenia.
Mit.
Cycki mają znaczenie. Jedni wolą większe, jedni mniejsze.
Jedni chcą, żeby z dłoni się wylewało, inni, żeby się mieściły.
A jeszcze inni zwracają uwagę tylko na pewne elementy piersi.
Ale tak, rozmiar, kształt i wygląd ma znaczenie dla faceta.

4. Lepszy grubszy niż dłuższy.
Fakt.
Kobiety w większości wolą grubszego niż dłuższego.

Niech Cię to jednak nie pociesza, bo „jak kochanek do niczego to nawet super bat mu nie pomoże” ;)
I tym oto luźnym akcentem zakończę dzisiejszą notkę :)

Czy chcesz być owcą?

Zauważyliście kiedyś, że wszystkie filmiki, książki i inne materiały, których celem jest nas zmotywować zawierają w sobie swego rodzaju paradoks?
Chodzi mi o paradoks owcy, który z jednej strony mówi Ci co masz robić (jak posłuszna owca) a z drugiej wmawia Ci, że jesteś samodzielnym gościem, który sam decyduje co zrobić ze swoim życiem i ma pełną kontrolę.

Jesteś zwycięzcą. Zrób to i zrób tamto.
Albo największy paradoks: „Nie powiem Ci czy jaką decyzję powinieneś podjąć”… a chwilę później „więc wstań, wyjdź z domu, poznaj ludzi. Poderwij kogoś. Nie wiesz jak? Możesz na przykład użyć jednego z następujących zwrotów, żeby zagaić rozmowę…bla bla bla

Poradników dot. motywacji, samorozwoju i dążeniu do szczęścia jest masa.
Jak ćwiczyć sumiennie?
Jak się ogarnąć?
Jak zostać milionerem w rok?
O tym jak zarobiłem 100.000 na przeglądaniu internetu…

I tym podobne pierdoły.

Na prawdę myślisz, że jak przeczytasz książkę o tym jak zarobić 100 tysięcy nic nie robiąc to tak będzie?
A jednak książki się sprzedają.. Ktoś je kupuje. Ktoś w nie wierzy.
Mam przypuszczenie, że odpowiedź na pytanie „Jak zarobić 100 tysięcy nic nie robiąc” jest całkiem prosta.
Wystarczy napisać książkę: „o tym jak zarobić 100 tysięcy nic nie robiąc” , którą kupi X osób i wtedy zarobisz 100 tysięcy. Taki paradoksik.
Ta dam – właśnie sprzedałem Ci przepis na 100 tysięcy.

Dlaczego mój przepis na sukces który zadziałał na mnie – ma zadziałać na Ciebie?
Może zadziałać, ale nie musi.

Na sukces składa się otoczenie, ludzie których poznajesz, relacje jakie budujesz.
Czy masz farta czy nie?
Jakim jesteś człowiekiem?
Czy podejmujesz ryzyko?
Jaki masz charakter?
Czy jesteś pracowity?
Itd…

Znasz kogoś kto powiedział „osiągnąłem sukces bo przeczytałem książkę o gościu, który go osiągnął” ?
Nie.
Bo nie ma takich ludzi.
Możesz co najwyżej zainspirować się jakąś książką. Biografią. Autobiografią.
Ale samo jej przeczytanie nie sprawi, że osiągniesz sukces.

Więc nie słuchaj tych bzdur, które chcą Ci sprzedać.
Nie mów innym jak mają żyć.
Nie bądź owcą.
Rób tak jak uważasz za stosowne. Może się uda, a może nie. Jak jesteś dobry z matmy to przekalkulujesz ryzyko. Jak masz duszę hazardzisty to nie będziesz się bał postawić wszystko na jedną kartę.

Ja mogę tylko życzyć Ci powodzenia.

P.S
Przyczyń się do mojego sukcesu.
Lajknij mojego bloga na fejsie klikając w ten link: O TUTAJ.

——
Za tydzień notki nie będzie.
Każdy ma prawo do urlopu.

Do zobaczenia za dwa tygodnie !

Renato, moja Renato.

Czasami mamy parę kiepskich chwil.
To normalne. Czasem szczęście się odwraca.
Zdarza się przecież „po prostu – mieć kiepski dzień”.
Tydzień nawet.
Ale kurwa miesiąc?

I to wszystko związane z Renią.
Kim jest Renia zapytacie?
Renia to piękna, dziesięcioletnia dziewczynka, z którą wiele mnie łączy.
Poznaliśmy się jak przyjechała (niby na wakacje) z Francji do Polski.
I tak nam się jakoś zeszło.
Nie, nie jestem pedofilem. Renię widzicie na zdjęciu wyżej.

Generalnie, jako urodzony farciarz, który zawsze ma w życiu z górki, byłem trochę nie przygotowany na tzw. pasmo nieszczęść i porażek, które spotkały mnie w ostatnim czasie.

Dzień dobry – umieram.
A konkretniej to Renia miała zawał.
Po 4 tygodniach (!) napierdzielania prądami, wymianie lewej i prawej zastawki w sercu i wydanych 4 tysiącach (auć) – serce – tj. silnik udało się przywrócić do życia.
I moja kochania Renia oficjalnie zmartwychwstała.
Podobno ludzie potrafią żyć bez serca (no znasz kogoś, kto jest „bez serca”? No znasz!).
Więc ludzie potrafią.
Renie jednak nie.

Do widzenia – odchodzę.
Mało brakowało a świeżo zreanimowana, wychuchana i wyklepana Renia zaledwie po tygodniu po wyjściu ze szpitala (!) odeszłaby na tamten świat, a ja razem z nią.
Uczciwie przyznaję, że tym razem z mojej winy, więc może należałoby powiedzieć, że to ja Renię na tamten świat ciągnąłem jak koń pod górkę?
A konkretnie rzecz ujmując to w poślizg wpadłem. Na drodze szybkiego ruchu, na zakręcie, w deszczu, przy 110 km/h.
Przeleciałem przez trzy pasy i wylądowałem na barierkach uderzając uprzednio w krawężnik.
Minus pięćset złotych. I całe szczęście, że rozwaliłem Reni tylko stopę i staw (felgę i drążek)…
Ah.. no i trochę ją podrapałem.

Słodka zemsta.
I już myślałem, że dobrze będzie. Że poobijana Renia się wykurowała i będzie żyć.
To nie.
Otóż z zemsty (chyba za te podrapanie do krwi) postanowiła odmówić współpracy na środku skrzyżowania w Katowicach. Noga jej się złamała. Konkretniej to sprzęgło się zapadło. I znowu laweta, i do mechanika, który na mój widok chciał chyba uciekać. A przynajmniej płakać.

W ciągu ostatniego miesiąca mój mechanik spędził z Renią więcej czasu niż ja. Ale i tak wierzę, że mimo tej zdrady, między nami jeszcze dobrze się poukłada, a Renia cała i zdrowa wróci do domu i do mnie.

Bo jak tu jej nie kochać, skoro tyle razem przeszliśmy?