Dlaczego wszystkie dziewczyny przy mnie dochodzą?

Bo nie podrzucam je nigdy na przystanek tylko parę metrów przed. 

No. To suchar na dzień dobry mamy za sobą. 
A tak zupełnie na serio – tydzień temu opublikowałem tekst, autorstwa M. „
Jęczenie jest fajne, czyli dlaczego kobiety udają orgazmy”. 
Nie byłbym sobą gdybym nie dorzucił do tego swoich trzech groszy, zwłaszcza, że sprawa jest poważna. 


90% kobiet udawało orgazm przynajmniej raz w życiu.
Udawanie przez was orgazmu – ciągle jest udawaniem – czyli kłamstwem.
Oczywiście rozumiem, że nie chcecie sprawiać nam przykrości, ale czasem lepiej powiedzieć – słuchaj, jak robisz to tak i tak… to mi nie jest dobrze. Może w inny sposób?
Inaczej myślimy, że działa. Proste? Proste!

Pytanie dwa – dlaczego nie działa? Ano właśnie.
Okazuje się (cóż za odkrywcza myśl!), że kobiety… i inne kobiety… – różnią się od siebie.
I to co działa na jedną nie zadziała na drugą.
Nie te guziki, stary.
To, że twojej wczorajszej podobało się tak, to nie znaczy, że dzisiejszej też się będzie to podobać.

Mało tego ! To co wczoraj mogło podobać się dziewczynie – dzisiaj – tej samej dziewczynie – nie sprawia żadnej przyjemności! Po prostu ma ochotę na coś innego.
Bo chce delikatniej. Bo chce mocniej. Inaczej niż zawsze.
Jednego dnia chce, żebyś wziął ją od tyłu trzymając za włosy i wyzywał na cały głos, chce czuć się jak suka – a drugiego jak tylko złapiesz ją mocniej widzisz skrzywioną minę.
Bo akurat drugiego dnia ona oczekuje, że ty będziesz teraz delikatny jak chusteczka velvet.
NIGDY nie wiesz na co kobieta w danym momencie ma ochotę. Masz się kurwa domyślić.

95% kobiet przynajmniej raz w życiu poszło do łóżka z facetem nie mając na to ochoty. Tak dla niego.
I to jest dopiero problem.
Nie jest problem, że poszły do łóżka nie mając na to ochoty.
Pytanie brzmi – co takiego zrobiłeś, że nie miała na Ciebie ochoty?
Sprawdziłeś patent ze skarpetkami?
A może zwyczajnie w łóżku bardziej jesteś cipą niż facetem?

Osobiście znam historię gościa, który był tak obrzydliwie miły, i delikatny w stosunku do kobiety, że powiedział do niej: „o jo, jo, jo…  jesteś taka kochana, taka słodka , no chodź, chodź, włożę Ci.
Whaaat ?!?! Stary, skąd ty się urwałeś? Albo kto Ci jaja amputował?

Moja rada?
Bądź facetem. Bierz co chcesz. Tylko patrz na reakcję czy jej się to podoba. Bo może nie tędy droga?
Na szczęście… jak znajdziesz właściwe guziki, to nic innego nie będzie miało znaczenia.
Nawet te pierdolone plamy na suficie.

Jęczenie jest fajne, czyli dlaczego kobiety udają orgazmy.

Tekst autorstwa Magdy Gruber. 

Podobno kobiety udają orgazmy żeby utrzymać związek – a faceci
udają związek żeby utrzymać orgazmy.  
Czy tak jest na prawdę? 
Dlaczego bywa tak, że facet nie zadowala nas w łóżku? 
Dlaczego udajemy?

Kobieta to takie słodkie, empatyczne stworzonko, które nie lubi sprawiać przykrości.
A jako, że większość samców ma ambicję aby obdarować nas orgazmem podobnym do
trzęsienia ziemi… to niestety – czasem – kończy się na wyćwiczonych jękach i konwulsyjnym szarpaniu prześcieradła.
Po co? To trochę jak z byciem uprzejmym…
Panowie! Dla was orgazm to wyznacznik udanego stosunku.
Macie zakodowane, że partnerka musi mieć orgazm i koniec kropa. A to nie tak
działa.

1. Słuchajcie nas !
Naprawdę nam kobietom zdarza się powiedzieć coś sensownego. Zwłaszcza WTEDY. Także zapamiętajcie, że „delikatniej” nie znaczy „wolniej”, a już na pewno nie oznacza „jasne, możesz już  skończyć”.

2. Staracie się aż nadto.
Tylko, że my między nogami nie mamy rowu mariańskiego. Delikatniej i na luzie, a nie schizując się czy ja dojdę czy nie. Na prawdę myślicie, że my tego nie czujemy?

3. Czego oczekujemy?
Przyznaje się. W dużej mierze same sobie wbijamy szpile. Po prostu nie potrafimy konkretnie wyrażać czego chcemy. Albo same nie wiemy czego chcemy.
Za to zawsze, doskonale wiemy czego nie chcemy. Proste? Proste!
No, ale wracając, bądźmy szczerzy, słynne „domyśl się” nie sprawdza się w łóżku.

4. Zainteresowanie.
Bywa i tak, że w trakcie naszą głowę przepełniają inne, jakże ważne, myśli. No wiecie, napięcie jest, atmosfera jest, coraz goręcej… I wtedy BACH!
Czy ta kropka na suficie to cień czy plama? Na obiad spaghetti czy lasagne? Te buty to
w Ryłko widziałam czy w Mohito?


Dlatego czasem udajemy. Wam coś nie idzie z takiego czy innego powodu, a my nie chcemy żeby było wam przykro. Logiczne jak kwadratura koła.

Wszyscy możemy pomarzyć o rzeczywistości, w której każdy wypad do łóżka z każdym facetem będzie kończyć się orgazmem przyprawiającym o rumieńce sąsiadki. Oczywiście warto próbować.
Moja rada? Więcej dystansu i chyba przede wszystkim – więcej komunikacji.

P.S
Podobno seks w skarpetkach zwiększa szanse orgazmu o 30%, sprawdźcie.

Z pozdrowieniami dla
Mały Męski Świat
Magda Gruber

Tajemnice damskiej torebki.

Odkręciła mi się śrubka przy okularach.
Panna M – która akurat była obok widząc moje zakłopotanie wyciągnęła z torebki… mały śrubokręt.
Uwierzycie? Mi psują się okulary a ona akurat ma w torebce śrubokręt.
Nie chciałem wiedzieć. Nie chciałem pytać.
Ale ciekawość była silniejsza.
I tak powstał tekst – o damskich torebkach.

Zacznijmy więc od tego, że nieważne ile razy robisz porządek w torebce. I tak zawsze będzie w niej bałagan.
Przyznaję – zaintrygowany zrobiłem rekonesans.
Każda zapytana kobieta potwierdziła, że w jej torebce absolutnie zawsze jest bałagan.
Nawet jeśli chwilę wcześniej torebka była „ogarniana”.

Druga istotna kwestia to fakt, że rozmiar torebki nie ma najmniejszego znaczenia. Ona i tak obowiązkowo pomieści wszystko co jest potrzebne – lub może się przydać.
Poza rzeczami oczywistymi, takimi jak portfel, telefon czy klucze – w damskiej torebce możemy znaleźć np.:
- grzebień
- pomadkę
- lusterko
- kosmetyczkę
- tabletki przeciwbólowe, na kaszel, na gardło, na przeziębienie, na grypę – ogólnie cała apteczka
- tampony
- drugą torebkę (mniejszą i na wszelki wypadek)
- sztućce
- Okruszki jeszcze z zeszłego roku
- parę zapasowych skarpet
- śrubokręt
- zamienne buty
I tak dalej, i tak dalej. W zasadzie nie wiem czy jest coś czego w damskiej torebce byśmy nie znaleźli.

Do kobiety dzwoni się trzy razy.
Za pierwszym razem, żeby usłyszała, że dzwonisz.
Za drugim razem, żeby rozpoczęła poszukiwania telefonu w torebce.
Za trzecim razem, żeby odebrała.
Jeśli dzwonisz czwarty raz – przeginasz. 

Damska torebka nie jest po to, żeby coś w niej szybko znaleźć.
Damska torebka jest po to żeby przede wszystko tam było. Tak na wszelki wypadek.
I jeśli czegoś w niej brakuje to tylko dwóch rzeczy:
Miejsca i porządku.

Kobieta z dobrą torebką i dobrymi butami czuje się pewnie siebie. To jest to samo uczucie jak wtedy kiedy wie, że ma na sobie seksowną bieliznę.
Torebka, jako centrum wszechświata kobiety – potrafi sprawić cuda. Potrafi sprawić, że kobieta czuje się pożądana. Potrzebna. Bezpieczna. Pewna siebie.

Temat, który zacząłem zgłębiać, który podejrzewam ledwo „liznąłem” wystarczająco upewnił mnie, że nie powinienem drążyć głębiej.
Damskiej torebki nie ogarniesz, tak samo jak nie zrozumiesz kobiety. Nie warto nawet próbować.

Ale przynajmniej już wiesz, że jak zgubisz się na bezludnej wyspie z kobietą, która będzie miała swoją torebkę – nie zginiesz.

P.S
W powstaniu tego tekstu pomogły mi przede wszystkim rozmowy z Magda Gruber, Urszula Wąsowicz i Barbara Michalczyk. Za pomoc w jego napisaniu oraz weryfikacji bardzo wam dziewczyny dziękuję :)

Od jutra.

„Zrób dziś co jutro zrobić masz…” – zwykła mawiać moja babcia. 
Wieczorem się pouczę. 
Od jutra chodzę na siłownię. 
Od poniedziałku przechodzę na dietę. 
Nowy miesiąc? Zaczynam Chodakowską / szóstkę Weidera. 

Dlaczego nie możesz zacząć czegoś od razu? 
Zawsze szukasz „od jutra”, „od poniedziałku”, „od nowego roku”. 
Wiesz dlaczego? 
Bo jesteś cholernym leniem, któremu teraz się nie chce i głęboko wierzy, że od jutra mu się zachce.
Otóż nie zachce Ci się. Teraz albo nigdy.
Weź się ogarnij. Zabierz się za swoje życie. Zrób w nim porządek.
Posprzątaj. Poćwicz. Poucz się. Weź się do roboty. Teraz.

Miałeś się uczyć?
Wiadomo.
Okna same się nie umyją.
Żarówka sama się nie wymieni.
Pies sam się nie wyprowadzi na spacer.
Kuchnia sama się nie posprząta.
Ale nie, generalnie się uczysz. Wiesz o czym mówię prawda?

Czas się wziąć za siebie.
Ja też się biorę. Muszę się pouczyć.
I zrobię to.

Jak tylko zamiotę piasek z pustyni.

——
Aaaa jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś… ;)
Lajknij mnie ?

Czy na pewno jesteś sobą?

Od zawsze zastanawiało mnie – kim na prawdę jestem.
Bo, gdyby się tak nad tym zastanowić, dla każdego jestem trochę inny.
Nigdy nie przeklinam przy rodzicach.
Zawsze przeklinam przy znajomych.
Dla niektórych jestem „tym czarusiem” a dla innych „tym skurwysynem”.
Więc kim na prawdę jestem?

To o czym piszę, to zakładanie masek. I budowanie swojego image. Pokazywanie siebie w jak najlepszym świetle. 
Ludzie od zawsze budowali swój image. Zawsze chcieliśmy być oryginalni i inni niż reszta.
Weźmy takich… wikingów. Dobrze zbudowani mężczyźni z bujnym zarostem i ciałem którego nie powstydziłby się sam gubernator kaliforni.
Było kreowanie image? Było. Byli inni niż reszta? Byli.

Do czego zmierzam.
Lumberseksualizm – czyli człowiek drwal, któremu zazdroszczę zarostu. Czyli moda na bycie takim jak ON. Męski. Twardy. Zarośnięty – ale w sposób kuszący. Bycie drwalem z Timberlandami na nogach i czerwonej koszuli w kratę jest promowane jako najnowszy ideał.
A jeszcze do nie dawna promowane były rurki i ulizane włoski.

Do jakiego stopnia jesteśmy w stanie sami decydować o swoim życiu?
Mamy w głowach wpojone ideały, które akurat są na topie. Kiedy myślimy o przystojaniaku widzimy lumberseksualistę. Kiedy zastanawiamy się jakim samochodem jechać na wakacje z dziećmi widzimy rodzinny samochód z marką i przekazem „Das Auto”. Po prostu Auto. Czyż nie genialne?
Kiedy chcemy zobaczyć przy swoim samochodzie dwie pół nagie dziewczyny? Oczywiście kupujemy Porsche albo Lamborgini.
Skojarzenia są jednoznaczne i budowane od lat w naszych głowach.

I tak sobie myślę… Chyba poszliśmy już trochę za daleko w tym wszystkim. Zaczynamy myśleć schematycznie. Przestajemy być kreatywni i stajemy się tacy sami, z tymi samymi ideałami i marzeniami.
Media mówią nam kto jest fajny. Z kim należy sypiać a komu można tylko zrobić loda (i to najlepiej w Golfie II). Media mówią nam co mamy robić w swoim życiu.
Zabijają naszą kreatywność.

Wrócę na chwilę do ideału sprzed kilku lat.
Takie rurki. Co było nie tak w facetach w rurkach?
Będąc życiową partnerką takiego delikwenta, podwaja się zawartość Twojej garderoby. Jeżeli nie potrafisz znaleźć odpowiednich spodni na wieczór z przyjaciółmi, zawsze możesz liczyć na swojego mężczy… ekh chłopaka.
Nigdy ale to nigdy nie uderzy kobiety a to dlatego że nie zaryzykuje otwartej  konfrontacji (te czasy kiedy dziewczyny podtapiały go w damskim kiblu uważa za zamknięte i uwierz mi że nie chce już do tego wracać). Są plusy faceta w rurkach? Są.

Ale nie. Mediom przestali się podobać chłopcy w rurkach. Bo teraz jest człowiek – drwal, którego zajebisty zarost doprowadza mnie do furii.

Strach się bać co będzie za dwa lata.

Nie dajmy się zwariować.
Żyjmy po swojemu.

P.S
Nigdy nie lubiłem rurek.