Pétanque (Gra w bule).

Gra wywodzi się z… gdzie w roku…
I już.
Już zdążyłem się wyłączyć.
Co za różnica skąd się wywodzi? Ważne, że jest.
Siedzę skupiony obserwując grę.

Tworzę taktykę w głowie. Rzucę delikatnie, niech się toczy. Pomalutku.
Ważne, żeby wylądowało blisko świni (taka biała mała kulka) i nie wyrzuciło jej za pole.
Jeśli on mnie przebije, ja przebiję jego. Zdobędę dla naszej drużyny 4 punkty. Uda mi się.

Łapię za kulę. Widzę pełen napięcia wzrok kolegów z drużyny.
Widzę też JĄ, rozmawia z koleżanką. Niezainteresowana rzutem konkurenta.
Rzucę tak, że mnie zauważy.
Rzucę tak, że wszyscy się zdziwią.
Zaimponuje całej drużynie
Zaimponuje jej.
Wszystkim zaimponuje!
Moje rozdmuchane ego już czuje przypływ adrenaliny.

Co jak co, ale w bule to ja grać umiem, a jak.
To będzie typowy rzut mistrza.
Typowe zagranie zawodowca.
Wszyscy zbledną, a jak.

Moja taktyka zakłada dokulanie się kuli jak najbliżej świni zbijając pozostałe kule przeciwnika.
Rzut trudny ale wykonalny.

Oczami wyobraźni już widzę…
Owacje.
Słowa uznania.
Wzrok pełen zawiści u przeciwnika.
Jej wzrok.

Rzucam.
Kula leci tak jak miała.
No prawie.
Odrobinkę za mocno.
Uderza w białą.
Świnia ląduje poza polem gry.

Przegrywam.

Seriously? Again?

Wzrokiem szukam jej.
Nie ma jej.
Znikła.

American Beauty

Żona.
Sprzedawca nieruchomości.
Dziwka przemysłu reklamowego.
Nienawidzi jej córka, nienawidzą sąsiedzi.
Całe jej życie sprowadza się do pokazywania wszystkim, że ma wspaniałe, bogate życie.
Idealne.

Tylko, że nie ma kurwa ideałów.

American Beauty to film o tym co istotne.
O przyjaźni, miłości, udawaniu kogoś kim się nie jest.
O zdradzie, seksie, i pragnieniach prawdziwych uczuć.
Ale przede wszystkim o wyborach.
Wyborach które decydują, że życie, wygląda tak, a nie inaczej.

Mąż.
Nazywa się Lester.
Nienawidzi swojego życia, i siebie przy okazji też.
Nie może zrozumieć jak doszło do tego, że ma takie życie jakie ma.
Życie jakiego nienawidzi.

Pojawia się ONA.
I wszystko się zmienia.
Jego życie wywraca się do góry nogami.
To co do tej pory było oczywiste przestaje takie być.
Zaczyna dostrzegać rzeczywistość.

Rzuca pracę. Przestaje udawać.
Zaczyna być sobą.
Zaczyna żyć.
Dokonuje wyboru.

Boimy się jak cholera podejmować decyzje.
Boimy się ryzykować.
Za często mówimy „pas” a za rzadko „podbijam”.
Ale nie podejmowanie decyzji powoduje, że za lat 20 każdy z nas może stać się Lesterem.
I znienawidzić siebie.

Lester wybrał, zrozumiał.
Zmieniać swoje życie czy nie?
Zacząć realizować pasje czy zostać przy stagnacji?
Podróżować czy siedzieć w domu?
Słuchać innych czy siebie?
…Szary czy ten drugi..?
Co?
Z zamyślenia wyrywa mnie pytające spojrzenie D.
Do łazienki. Dywanik. Szary czy ten drugi?

Każdy ma swoje decyzje.

Garbus.

Nie garb się! Będziesz miał garba!
Chcesz wyglądać jak Quasimodo?
Jesteś jeszcze mniejszy niż jesteś na prawdę.
Chcesz zawsze być taki mały?

Uwaga! Tekst zawiera słowa niecenzuralne, i uprzedzam, że nie jest w stylu humorystycznym. Wyjątkowo chcę w internet wlać osobistą frustrację, więc jeśli spodziewasz się stylu półżartem-półserio – tym razem nie czytaj.

Trochę jest tak, że tłuczono mi przez lata, że mam taką a nie inną wadę postawy.
Wadę… nazywajmy rzeczy po imieniu – krzywy jesteś, bo się garbisz.
Tak długo mi o tym przypominano, że w końcu przestałem się tym przejmować.
Zaakceptowałem, że tak jest i chu.

Do dziś.
Dziś dostałem w ryj.
Bo starałem się wypaść jak najlepiej na prezentacji, ale nie myślałem o garbieniu się.
Myślałem tylko o tym, że chcę być najlepszy.
I okazało się, że… dobrze się prezentuję!
Nie garbię się!
Tak po prostu.
A przynajmniej wtedy kiedy staram się dobrze wypaść i coś sobą reprezentować.
Wystarczyło pomyśleć „ja tu kurwa jestem kierownikiem, a wy macie to wiedzieć” i… już.
Sama świadomość, że jestem kimś ważnym (w swojej opinii) wystarczyła, żeby poprawić swoją postawę ciała.

Jestem aroganckim chamem. Mam tego pełną świadomość.
Egoistycznym zresztą.
Ale przynajmniej lubię siebie.
I będę żył jak chcę i robił to co chcę.
I nikomu nic do tego.

Życie jest za krótkie, żeby bać się podejmować ryzyko, czy trudne decyzje.
Nie chcę za kilka lat pomyśleć, że właściwie to „w dupie byłem i gówno widziałem”, jak to mawia moja koleżanka z pracy.
I mam serdecznie dość pieprzenia „tak powinno być”, „w twoim wieku to już powinieneś”, „wypadałoby, żeby…”, „nie wypada Ci”, „tak wygląda poważne życie”.

Chrzanię to, w końcu to moje życie.